top of page
Samoświadomość jako siła – kiedy dobroć przestaje oznaczać słabość

Samoświadomość jako siła – kiedy dobroć przestaje oznaczać słabość

Zdjęcie autora: marzenazawierta
marzenazawierta
8 wrz
3 minut(y) czytania

Są osoby, które odczuwają świat mocniej. Widzą więcej, czują więcej i często szybciej wyłapują to, czego inni nawet nie zauważają. Jako naturoterapeuta spotykam wiele osób wrażliwych, empatycznych, dobrych z natury. I bardzo często widzę też, że właśnie takie osoby muszą nauczyć się jednej z najważniejszych rzeczy w życiu: dobroć nie oznacza zgody na wszystko.

Samoświadomość jest dla mnie jednym z fundamentów wewnętrznej siły.

To nie tylko wiedza o tym, kim jestem. To również rozumienie własnych emocji, reakcji, potrzeb, granic i sygnałów płynących z ciała. Im lepiej znamy siebie, tym trudniej jest innym ludziom wmówić nam coś, co nie jest nasze.

Manipulacja bardzo często zaczyna się od zwątpienia w siebie.

Ktoś mówi, że przesadzasz.


Że jesteś zbyt wrażliwa.


Że źle coś zrozumiałaś.


Że problem istnieje tylko w twojej głowie.

Jeżeli nie jesteśmy zakorzenieni w sobie, zaczynamy wierzyć w cudzą wersję rzeczywistości bardziej niż we własne odczucia.

A przecież ciało bardzo często wie wcześniej.

Czujemy napięcie.


Ścisk w żołądku.


Niepokój.


Zmęczenie po rozmowie z określoną osobą.


Wewnętrzny opór, którego nie potrafimy logicznie wyjaśnić.

Nie oznacza to oczywiście, że każda emocja jest nieomylnym drogowskazem. Ale warto nauczyć się jej słuchać, zamiast natychmiast ją zagłuszać.

Samoświadomość daje nam przestrzeń pomiędzy tym, co ktoś próbuje w nas wywołać, a tym, jak na to zareagujemy.

I właśnie w tej przestrzeni rodzi się siła.

Nie taka, która krzyczy.


Nie taka, która musi coś udowodnić.


Nie taka, która zawsze chce wygrać.

Prawdziwa siła często jest spokojna.

To świadomość: „Wiem, kim jestem. Znam swoje intencje. Potrafię przyjrzeć się sobie uczciwie, ale nie przyjmę każdej opinii o mnie tylko dlatego, że ktoś wypowiedział ją wystarczająco pewnym tonem”.

Dobroć jest czymś pięknym. Ale dobroć bez granic może bardzo szybko stać się źródłem cierpienia.

Osoby o dobrym sercu często próbują zrozumieć wszystkich dookoła. Szukają przyczyn zachowania drugiego człowieka. Tłumaczą go jego przeszłością, trudnymi doświadczeniami, lękiem czy bólem.

I jest w tym ogromna empatia.

Ale empatia nie powinna oznaczać rezygnacji z siebie.

Można rozumieć czyjąś historię i jednocześnie nie zgadzać się na sposób, w jaki ktoś nas traktuje.


Można kochać i stawiać granice.


Można pomagać, ale nie ratować wszystkich kosztem własnego zdrowia i spokoju.


Można być ciepłym człowiekiem i jednocześnie powiedzieć bardzo stanowcze „nie”.

Dobroć nie jest słabością.

Wrażliwość nie jest słabością.

Empatia również nie jest słabością.

Słabością stają się dopiero wtedy, kiedy pozwalamy, aby ktoś wykorzystywał je przeciwko nam.

Z czasem zauważyłam również coś jeszcze.

Ludzie dobrzy, spokojni, świadomi siebie potrafią wzbudzać w innych bardzo silne emocje.

Czasem zupełnie niezrozumiałe.

Nie zawsze dlatego, że zrobili coś złego.

Czasami czyjś spokój uwidacznia chaos, którego druga osoba nie chce zobaczyć w sobie.


Czyjaś szczerość staje się lustrem dla kogoś, kto sam nie żyje w zgodzie ze sobą.


Czyjaś pewność własnej wartości może uruchomić cudze kompleksy.


Czyjaś dobroć może być niewygodna dla człowieka, który wszędzie spodziewa się ukrytych intencji.

I wtedy zamiast sympatii pojawia się niechęć.

Zamiast ciekawości — osąd.

Zamiast inspiracji — potrzeba umniejszenia.

To bardzo ważna lekcja: nie każda negatywna reakcja drugiego człowieka mówi prawdę o nas.

Czasem mówi więcej o nim.

Nie oznacza to oczywiście, że powinniśmy przestać analizować własne zachowanie. Samoświadomość nie polega przecież na przekonaniu, że zawsze mamy rację.

Wręcz przeciwnie.

Dojrzałość polega na tym, że potrafię zapytać siebie:

Czy zrobiłam coś niewłaściwego?


Czy przekroczyłam czyjąś granicę?


Czy powiedziałam coś, co mogło zranić?


Czy moje zachowanie było zgodne z moimi wartościami?

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak” — potrafię to przyjąć.

Ale jeżeli wiem, że postawiłam zdrową granicę, powiedziałam prawdę lub po prostu odmówiłam udziału w czymś, co mi nie służy, nie muszę nosić w sobie poczucia winy tylko dlatego, że komuś moja decyzja się nie spodobała.

To jest właśnie jedna z najważniejszych form troski o siebie.

Nie chodzi o to, żeby stać się zimnym, zdystansowanym człowiekiem.

Nie chodzi o to, żeby przestać ufać ludziom.

Nie chodzi nawet o to, żeby budować wokół siebie mur.

Chodzi o coś zupełnie innego.

O to, żeby mieć otwarte serce, ale także świadomość.

Żeby zachować dobroć, ale nie naiwność.

Żeby słuchać innych, ale nie zagłuszać własnego wewnętrznego głosu.

Żeby pomagać, ale nie kosztem siebie.

Żeby kochać, ale nie błagać o szacunek.

Żeby być wrażliwym człowiekiem i jednocześnie potrafić ochronić swoją przestrzeń.

Bo siła nie polega na tym, że nic nas nie dotyka.

Siła polega na tym, że potrafimy przejść przez trudne doświadczenia i nadal pozostać sobą.

Z dobrym sercem.

Ale już z większą świadomością tego, komu pozwalamy być blisko.

Komentarze


bottom of page