Podążaj swoją drogą
- marzenazawierta

- 11 sie
- 2 minut(y) czytania
Dzisiaj, siedząc przy kawie w Black Sheep Coffee, podniosłam filiżankę i zobaczyłam na spodku napis:
„Leave the herd behind.”
Został ze mną na dłużej.
Nie dlatego, że powiedział mi coś, czego wcześniej nie wiedziałam. Raczej dlatego, że nazwał coś, co już od dawna we mnie było.
Coraz mocniej czuję, jak ważne jest, żeby iść swoją drogą. Nie przeciwko innym. Nie po to, żeby się odcinać czy za wszelką cenę wyróżniać. Po prostu po swojemu — w zgodzie ze sobą, ze swoim rytmem, swoimi wartościami i tym, co naprawdę czujemy.
Łatwo jest patrzeć na innych i zastanawiać się, czy nie powinniśmy żyć podobnie. Podejmować takich samych decyzji, wybierać tych samych dróg, dążyć do tych samych rzeczy. Dotyczy to właściwie wszystkiego — pracy, relacji, stylu życia, zdrowia, sposobu odżywiania, odpoczynku.
A przecież nie jesteśmy tacy sami.
To, co jest dobre dla jednej osoby, nie musi być dobre dla drugiej. To, co dla kogoś oznacza rozwój, dla nas może oznaczać przeciążenie. To, co ktoś nazywa sukcesem, niekoniecznie musi być naszym sukcesem.
I chyba właśnie z wiekiem coraz bardziej doceniam umiejętność zatrzymania się i zadania sobie prostego pytania:
czy to naprawdę jest moje?
Czy ja tego chcę?
Czy ta droga mi służy?
Czy czuję się na niej dobrze?
Czy może idę nią tylko dlatego, że tak robią inni albo dlatego, że wydaje mi się, że właśnie tak „powinno” wyglądać życie?
Dla mnie ma to ogromne znaczenie również w kontekście zdrowia.
Zdrowia fizycznego, ale też psychicznego.
Bo bycie w zgodzie ze sobą to także zauważanie własnych granic. Umiejętność odpoczynku, kiedy go potrzebujemy. Rezygnacja z ciągłego porównywania się. Pozwalanie sobie na zmianę zdania. Na wolniejsze tempo. Na wybór czegoś, co może nie wygląda imponująco z zewnątrz, ale daje nam spokój.
Czasami ciało bardzo dobrze wie, kiedy oddaliliśmy się od siebie.
Pojawia się napięcie. Zmęczenie. Rozdrażnienie. Problemy ze snem. Poczucie, że cały czas coś robimy, a mimo to trudno nam poczuć, że naprawdę jesteśmy u siebie.
Dlatego coraz bliższe jest mi myślenie o zdrowiu nie tylko jako o tym, co jemy, ile się ruszamy czy jakie wybieramy suplementy.
Zdrowie to również relacja ze sobą.
To życie w taki sposób, w którym nie musimy stale dopasowywać się do cudzych oczekiwań.
To świadomość, że możemy korzystać z wiedzy innych, inspirować się, uczyć — ale ostatecznie to my musimy poczuć, co jest właściwe dla nas.
„Leave the herd behind.”
Dla mnie nie oznacza dziś: zostaw wszystkich za sobą.
Raczej:
nie bój się wybrać własnej drogi.
Nawet jeśli jest trochę inna.
Nawet jeśli jest spokojniejsza.
Nawet jeśli nie wszyscy ją rozumieją.
Bo czasami największy spokój pojawia się właśnie wtedy, kiedy przestajemy próbować żyć tak, jak „powinniśmy”, i zaczynamy żyć trochę bardziej w zgodzie z tym, kim naprawdę jesteśmy.



Komentarze