O wracaniu do siebie. Krzesło, pokój i granice, które czuje ciało
- marzenazawierta

- 19 wrz 2025
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 13 lut
Był czas, kiedy moje ciało było ciągle napięte.
Niby wszystko było w porządku a jednak w brzuchu ścisk, na barkach ciężar, w klatce piersiowej coś jak zatrzymany oddech.
Dziś wiem, że to nie był przypadek. To było życie przeżywane z czyjegoś krzesła.
Schodzenie z własnego miejsca
Kiedy ktoś obok mnie cierpiał — natychmiast czułam to w sobie. Kiedy ktoś był rozczarowany — brałam to do środka. Kiedy ktoś miał chaos — próbowałam go uporządkować.
Moje ciało reagowało szybciej niż myśli. Napinało się. Mobilizowało. Ratowało.
Ale ono nie było stworzone do niesienia cudzych emocji.
Z perspektywy holistycznej to proste — przekraczanie granic energetycznych zawsze kosztuje. Oddajemy swoją siłę tam, gdzie nie powinniśmy.
Każdy ma swój pokój… i swoje pole
Zaczęłam wyobrażać sobie, że oprócz pokoju mam wokół siebie delikatne pole — przestrzeń, która jest moja.
W tej przestrzeni są:
moje uczucia,
moje tempo,
mój rytm,
moje decyzje.
Kiedy pozwalam komuś wejść bez zaproszenia — czuję to w ciele. Kiedy sama wchodzę w czyjeś życie z potrzebą naprawiania — też to czuję.
To subtelne, ale bardzo prawdziwe.
Ciało zawsze wie, kiedy przekraczamy granicę.
Powrót na swoje krzesło to powrót do ciała
Zauważyłam coś jeszcze..
Kiedy świadomie „wracam na swoje krzesło”, moje ciało mięknie. Oddech się pogłębia. Brzuch puszcza.
To nie jest tylko metafora psychologiczna. To realny proces regulacji układu nerwowego.
Przestaję walczyć. Przestaję kontrolować. Przestaję brać odpowiedzialność za coś, co nie jest moje.
I nagle energia, która była rozproszona, wraca do mnie.
Granice jako forma miłości
Długo myślałam, że miłość oznacza bycie zawsze dostępną. Zawsze gotową. Zawsze silną.
Dziś wiem, że miłość bez granic prowadzi do wyczerpania.
Granica to nie mur. Granica to informacja.
To spokojne:– „To czuję.”– „Tego nie mogę wziąć.”– „Za to odpowiadasz ty.”
Bez agresji. Bez tłumaczenia się. Bez poczucia winy.
Kiedy zostaję na swoim krześle, pozwalam innym usiąść na ich własnym.
To jest zaufanie. Do życia. Do procesu. Do tego, że każdy ma swoją drogę.
Mała praktyka na co dzień
Czasem, gdy czuję napięcie w relacji, zamykam oczy i pytam siebie:
Czy to naprawdę moje?
Gdzie w ciele to czuję?
Czy stoję na swoim miejscu?
I wtedy robię coś bardzo prostego.
Biorę wolny oddech. Wyobrażam sobie swoje krzesło. Wracam.
To wystarcza...
Bo kiedy jestem w swoim pokoju, w swoim ciele, w swojej odpowiedzialności — świat przestaje być ciężarem.
Staje się przestrzenią spotkania.
A to zupełnie inna jakość życia. 🌿
Na chwilę dla siebie…
Zanim wrócisz do codzienności, zatrzymaj się na moment.
Weź spokojny oddech. Poczuj swoje ciało.
I zapytaj siebie bardzo delikatnie:
Czy są w moim życiu miejsca, w których siedzę na czyimś krześle?
Czy pozwalam komuś przestawiać meble w moim pokoju?
Co dziś mogłabym oddać tam, gdzie naprawdę należy?
Nie musisz nic zmieniać od razu. Czasem wystarczy świadomość.
Bo każda droga do równowagi zaczyna się od powrotu do siebie.
Może właśnie dziś jest dobry moment, żeby usiąść spokojnie na swoim krześle — i zostać. 🌿



Komentarze