top of page

Im bardziej wracasz do siebie…

  • Zdjęcie autora: marzenazawierta
    marzenazawierta
  • 24 maj
  • 2 minut(y) czytania

Im bardziej wracasz do siebie, tym bardziej zaczynasz tęsknić za spokojem.


Nie za ciszą od świata… ale za ciszą w sobie.

Za porankiem bez pośpiechu.


Za oddechem bez ciężaru na klatce piersiowej.


Za życiem, w którym nie trzeba ciągle walczyć, udowadniać i być silną dla wszystkich.

Bo przychodzi taki moment, kiedy człowiek jest po prostu zmęczony.


Zmęczony hałasem.


Ludźmi.


Ciągłym napięciem.


Udawaniem, że wszystko jest dobrze.

I ciało zaczyna to pokazywać.

Brakiem energii.


Bezsennością.


Przemęczeniem.


Rozdrażnieniem.


Tym dziwnym uczuciem, że niby funkcjonujesz… ale gdzieś po drodze zgubiłaś samą siebie.

Dopiero później zaczynasz rozumieć, że przez lata byłaś bliżej wszystkiego dookoła niż samej siebie.

Bliżej problemów innych ludzi.


Ich oczekiwań.


Ich humorów.


Ich potrzeb.

Aż w końcu dusza zaczyna wołać o spokój.

I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwy powrót do siebie.

Powolny.


Cichy.


Nie zawsze łatwy.

Zaczynasz inaczej patrzeć na życie.


Coraz mniej imponuje Ci chaos.


Coraz mniej pociąga życie na pokaz.


Coraz bardziej potrzebujesz prawdy, natury, prostoty i ludzi, przy których możesz naprawdę odetchnąć.

Zaczynasz rozumieć, że dbanie o siebie to nie luksus.


To konieczność.

Że organizm kobiety nie jest stworzony do życia w ciągłym stresie i napięciu.


Że ciało pamięta wszystko — niewyspanie, łzy, przemęczenie, życie w trybie przetrwania.

Dlatego pewnego dnia przestajesz pytać:


„Jak zrobić więcej?”


i zaczynasz pytać:


„Jak mogę zadbać o siebie lepiej?”

I nagle okazuje się, że największą moc mają najprostsze rzeczy.

Spokojny wieczór.


Herbata pita powoli.


Spacer bez telefonu.


Kontakt z naturą.


Dbanie o swoje ciało z czułością, a nie z krytyką.


Sen.


Oddech.


Cisza.

Im bardziej wracasz do siebie, tym mniej potrzebujesz świata, który krzyczy.

Zaczynasz czuć swoją wartość inaczej.


Spokojniej.


Głębiej.

Już nie przez to, ile robisz.


Jak wyglądasz.


Ile wytrzymasz.

Ale przez to, że w końcu jesteś blisko siebie.

I właśnie z tego miejsca rodzi się najpiękniejsza kobieca energia.


Nie z walki.


Nie z udowadniania.

Tylko ze spokoju, świadomości i wewnętrznej siły, której nie trzeba nikomu tłumaczyć. 💗

Komentarze


bottom of page